Pisz bez obaw, edytuj bez litości

Z pisaniem jak z każdą inną rzeczą. Żeby robić to dobrze, trzeba się tego nauczyć. Może poza wybitnymi jednostkami, które rodzą się z pewnego rodzaju darem. Nie ma drogi na skróty, każdy gdzieś zaczynał. To nie wstyd pisać źle, bo na czymś trzeba wyrobić warsztat. Jak go wyrobić? Pisać. I jeszcze raz pisać. A potem jeszcze trochę pisać. Czy wspomniałam już, że trzeba pisać?

Nie bój się pisać

Naucz się pisać źle

Mówię poważnie. Naucz się pisać źle. Naucz się pisać jakkolwiek. Skończ coś od A do Z, przeczytaj to i pomyśl, co możesz poprawić. Piszę od małego smarka i z perspektywy czasu widzę, że moim największym problemem była systematyczność oraz kończenie zaczętych projektów. Napisałam do końca jednego fanfika i jedną (powiedzmy) powieść. I choć tę powieść przepisuję od nowa, choć na początku była typową pisaniną nastolatki, wiele się przez ten czas nauczyłam.

Przede wszystkim zrozumiałam, na jakich polach popełniałam błędy – a było ich wiele. Nie żebym teraz uważała się za świetną pisarkę. Podejrzewam, że w mojej pisaninie jest sporo błędów, których istnienia nie mam świadomości. Ale przynajmniej częściowa świadomość tego, gdzie potykasz się najczęściej, pozwoli Ci zwrócić na to szczególną uwagę i poprawić się w tym aspekcie.

Najbardziej gorzką lekcją było dla mnie to, że zupełnie nie potrafiłam prowadzić fabuły. Brzmi jak głupota, prawda? A jednak! Miałam jakiś zamysł na fabułę – reszta miała wyjść w praniu. Nie ma co się dziwić, że nie wyszła. Nie jestem fanką tworzenia skomplikowanych planów, ale pewne rzeczy warto mieć pod ręką. Do teraz zdarza mi się, że dopiero po jakimś czasie orientuję się, że poprowadziłam jakiś wątek nie tak, jak zamierzałam. A wtedy nic, tylko cięcie. Pisanie od nowa. Nauczyłam się więc walczyć z dziurami fabularnymi – wreszcie każdy wątek dokądś prowadzi i ma sens dla ogólnej fabuły.

Nauczyłam się tworzyć bohaterów, którzy są bardziej ludzcy. Wcześniej pisałam postaci na jedno kopyto lub takie, których charaktery były mocno niespójne. Bohaterowie zachowywali się tak, jak dyktowała im to sytuacja, nie tak, jak zachowałby się ktoś o określonym typie osobowości. Określiłam, jak mają wyglądać ich relacje, jak wygląda ich historia, co kochają, czego nienawidzą, jak reagują w określonych sytuacjach. Powoli zaczęli wychodzić z nich różnorodni bohaterowie, dzięki którym historia zaczęła żyć.

Poza tym zdecydowanie lepiej przemyślałam konstrukcję własnego świata i nauczyłam się prowadzić narrację tak, żeby nie tworzyć zbędnych ekspozycji. No i nauczyłam się stawiać przecinki, w końcu!

To nieważne, czy skończysz tekst na sto stron czy na pięćset. Gdy przeczytasz go jako całość jednym ciągiem, łatwiej wyłapiesz wszelkie potknięcia. Pamięć ma do siebie to, że jest ulotna. Być może dostrzeżesz urwany w połowie wątek, zupełnie niepotrzebną postać lub stwierdzisz, że ten konkretny wątek trzeba poprowadzić inaczej?

Czy trzeba dużo czytać, żeby dobrze pisać?

To najpewniej będzie bardzo niepopularna opinia, ale uważam, że generalnie nie trzeba dużo czytać, żeby dobrze pisać. Jasne, to pomaga, ale nie jest warunkiem koniecznym. Polecę tutaj argumentem anegdotycznym: znam mnóstwo osób, które czytają jak najęte, ale same nie radzą sobie ze stworzeniem przemyślanej fabuły czy bohaterów, wielokrotnie powielając utarte i obśmiane schematy. Znam też sporo osób, które z różnych powodów nie czytają, ale same tworzą. I praktycznie nie potrafię oderwać się od tego, co wychodzi spod ich klawiatur.

Sama mam mniej czasu na czytanie, niż bym chciała. OGROMNIE tego żałuję. Niestety, dorosłe życie jest tak ułożone, że trzeba pracować, trochę postać w korkach albo psującym się zbiorkomie, czas ucieka nie wiadomo kiedy, znajomi oczekują, że spędzisz z nimi trochę czasu. A doba ma nadal tylko dwadzieścia cztery godziny.

Skoro uważam, że wcale nie trzeba dużo czytać, żeby dobrze pisać, dlaczego tak bardzo żałuję? Bo lubię czytać. Po prostu. Lubię na moment zamknąć się we stworzonym przez kogoś świecie, oderwać się od rzeczywistości. A tak w ogóle uważam, że czytanie poszerza zasób słownictwa. Wiele rzeczy mogę zarzucić swojej pisaninie jako jej autorka. Jedną z nich jest to, że chciałabym posługiwać się bardziej kwiecistym językiem.

Ale jednocześnie nie uważam, że do każdego tekstu potrzeba naprawdę kwiecistego języka. Czasem prosty i przyziemny jest wręcz wskazany.

Bohater na ratunek

W moim odczuciu dobry tekst może być nawet tekstem o niczym. O ile ma ciekawych i pełnokrwistych bohaterów. Jeśli jeszcze nie wiesz, jak stworzyć porywającą fabułę z niespodziewanymi zwrotami akcji oraz przeplatającymi się wątkami… stwórz bohatera, którego czytelnik polubi. Nie Mary Sue czy Gary’ego Stu, ale postać, która będzie ludzka. Będzie miała swoje wady i zalety. Będzie łatwa do utożsamienia się z nią. Kto wie, może wkrótce obudujesz tę postać fabułą?

Nawet najlepszy pomysł na fabułę jest nie do obronienia, jeśli wszyscy bohaterowie będą nijacy, zlewający się w jedno, będą superidealni lub będą antypatycznymi bucami. Jeśli Ty nie polubisz swoich bohaterów, prawdopodobnie nie polubi ich też czytelnik.

Halo, ale co ze złoczyńcami?! Złoczyńców też da się lubić! O tym szerzej w innym wpisie, tutaj tylko w kilku słowach. Złoczyńca ma czynić zło, co do tego nie ma wątpliwości. Zło może być rozumiane na wiele sposobów. Ale przy tym, bez pochwalania jego czynów, złoczyńca może być postacią ciekawą, inteligentną, może nawet w jakiś sposób pociągającą. Jeśli dasz mu odpowiedni motyw i charakter, a jego jedyną cechą nie będzie „zło” lub „mrok”, czytelnik może nie będzie mu kibicował, ale z pewnością z chęcią prześledzi jego poczynania.



Nie musisz umieć wszystkiego na raz, nie od razu Rzym zbudowano, bla, bla, bla i tak dalej. Poważnie. Naucz się pisać źle. Nie bój się pisać źle. Ale potem edytuj bez litości. Zastanów się, czego brakuje, co trzeba dodać. Co równie ważne: przemyśl, co trzeba wyrzucić. Czasem trzeba ciąć. Ciąć bez skrupułów, żeby oddzielić chorą tkankę od zdrowego organizmu. Wycięty fragment być może wykorzystasz w przyszłości, a może… może wrzucisz go do kosza. W jednym i drugim nie ma nic złego. Czasem po prostu trzeba wyrzucić stronę, dwie, trzy… dziesięć(!), żeby dalej napisać coś lepszego.

Kiedy już napiszesz coś od początku do końca, będziesz mieć w czym rzeźbić.
W końcu jeśli niczego nie stworzysz, nie będziesz mieć jak tego poprawić, prawda? 

Deneve

Studiowałam archeologię, ale nasze drogi w końcu się rozeszły. Wannabe redaktor, pisarka po godzinach. Bloguję, gram, czytam, oglądam. Prawdopodobnie nie starczy mi życia na nadrobienie papierowo-ekranowych zaległości. Kocham fantastykę, kryminały, thrillery. Gdybym mogła być postacią z gry, byłabym Bulbasaurem.

2 komentarze:

  1. Nic dodać, nic ująć.
    Żeby tylko letnie słońce przegoniło bezwenie, to byłoby idealnie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może letnie słońce wzmaga bezwenie? W końcu jak jest ciepło, to niczego się nie chce. :D

      Usuń

Cytat miesiąca

Instagram